piątek, 26 lutego 2016

Rozdział #3 Gra

Rozdział 3 ,,Gra"

*James*

,,Włączyłem wiadomość i nie czytając wcześniej jej treści, z uśmiechem na twarzy zacząłem recytować:
Nieznajomy: Witaj drogi Jamesie. Chciałem cię poinformować, że mam twoją ukochaną Chloe.Wydaje mi się iż nadszedł czas, aby zagrać w grę - niestety przyjemną tylko dla mnie.PS.Ładne mieszkanie Jessico.
    Automatycznie cały zbladłem, a gdy rozejrzałem się wokół dowiedziałem się, że nie tylko ja.Dokoła zapadła grobowa cisza..."
- M-może t-to jakaś pomyłka??-zdołała wydukać po 5 minutach Jess.
-Pomyłka?Oszalałaś?!? Przecież ta osoba, kimkolwiek jest zna moje imię, Chloe i wie, że jesteśmy teraz u ciebie w domu!!-wykrzyczałem zupełnie przerażony.
-Boje się James, nie jedźmy tam-odparła Jessica.
-J-ja też się boję…wszyscy się boimy, ale do jasnej cholery musimy uratować Chloe!!Ten człowiek może zrobić jej krzywdę!!!
-No wiem...przepraszam, że w ogóle to powiedziałam.Ale może zostańmy u mnie jeszcze jedną noc, jestem przekonana, że wszyscy muszą sobie to przemyśleć.-zaproponowała dziewczyna.
-Wykluczone, nie możemy tu zostać, jeśli ta osoba wie, że tu jesteśmy to może nawet ogląda nas teraz przez ukryte kamery.-Jess wzdrygnęła się na samą myśl o tym-Nie możemy ryzykować.Ale czy ktoś przypadkiem nie ma teraz wolnej chaty??-zapytałem.
-W sumie to u mnie nikogo teraz nie ma.-oznajmiła Mandy-Rodzice wyjechali do innego miasta, będą dopiero pojutrze.
-To świetnie, postanowione - idziemy do ciebie.Niestety po drodzę będziemy musieli kupić nowe bilety na pociąg..ale trudno.-powiedziałem.
    Gdy o 24.00 w końcu dotarliśmy do domu Amandy, wszyscy wyglądali dosłownie jak żywe trupy.Mandy załatwiła nam jakieś prowizoryczne miejsca do wypoczynku: ktoś spał na fotelu, ktoś na sofie, a jeszcze ktoś inny na materacu, na podłodze.Mi przyszedł zaszczyt spania na łóżku rodziców dziewczyny.Ustawiłem budzik na 7.00 i poczułem jak kleją mi się oczy.Moja głową bezwładnie opadła na poduszkę, automatycznie zasnąłem.  Niestety po godzinie snu dręczonego koszmarami i wizjami dotyczącymi człowieka, który postanowił dosyć bardzo utrudnić nam życie zdałem sobię sprawę, że kolejny raz tej nocy na pewno nie zasnę.W pokoju obok udało mi się usłyszeć szepty, więc stwierdziłem, że nie tylko ja mam taki problem.Postanowiłem więc udać się do miejsca, z którego dochodziły rozmowy.Okazało, że zebrali się tam wszyscy, podobnie jak ja nie dając sobie rady ze swoimi myślami, nawet mimo swego zmęczenia.Resztę nocy spędziliśmy rozmyślając nad kolejnym dniem i rozmawiając o tym co nas dręczy.
    Kiedy nadeszła wreszcie 7.00 wszyscy zaczęliśmy szykować się do wyjazdu.Nasz pociąg miał odjechać za pół godziny, ale dom Mandy i dworzec kolejowy dzieliło jakieś 5 minut, więc bardzo się nie śpieszyliśmy.Gdy wszyscy byli już gotowi powoli udaliśmy się do wyjścia, wszyscy przerażeni tym co będzie czekać nas na nieprzyjemnym końcu naszej podróży.Droga na dworzec minęła bardzo szybko. Usiedliśmy na ławce pogrążając się w niespokojnych myślach.Nasz środek transportu spóźnił się o około 10 minut więc spędziliśmy na tym dosyć dużo czasu.W pociągu nie działo się nic specjalnie ciekawego, a jazda nie trwała specjalnie długo.Na miejscu byliśmy około 8.00.
-Nawet się nie spodziewałem, że tu może być tak zimno - odparł Liam.
-Uwierz, że ja też - odpowiedziałem.
-Skończcie wreszcie narzekać i zajmijcie się tym po co tu w ogóle przyjechaliśmy.To co teraz robimy??- zapytała Jess.
-Słuszne pytanie - oznajmiłem - Jak wiecie nikomu z nas nie udało się zasnąć tej nocy.Proponuję więc znaleźć jakąś przytulną chatkę, zapomnieć o tym wszystkim i przespać się calutki dzień. Przy okazji zastanowimy się co robić dalej - na poszukiwania udamy się wieczorem.
-Popieram ten pomysł - powiedział Lucas - ledwo trzymam się na nogach.Czy reszta również zgadza się z James'em??
Wszyscy porozumiewawczo pokiwali głowami.
-No to świetnie.Idziemy znaleźć jakieś godne do spania miejsce - oznajmił Luke.
    Chcąc nie chcąc udaliśmy się w podróż. Postanowiliśmy iść na północny zachód, od razu w stronę góry.Kiedy byliśmy mniej więcej w połowie drogi do małej chatki na uboczu, którą przed chwilą sobie upatrzyliśmy, mój telefon zawibrował.
-Niech to szlag - pomyślałem - Jak ktoś znalazł zasięg w tej cholernej dziurze.
Nie chętnie odblokowałem telefon i przeklnąłem w myślach. To znów wiadomość od tego pojebanego psychola.To co w niej przeczytałem strasznie mnie zdziwiło.


wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział #2 Pozory mylą

Rozdział #2 ,,Pozory mylą"


*James*

-Nie odbiera telefonów, jej ojciec mówi, że wyszła z domu dokładnie tydzień temu i nie ma pojęcia gdzie jest. Nie uwarzacie, że coś jest z nią nie tak??-odparła Jessica.
-Chyba nie myślisz, że jednak wyjechała??-zapytałem.
-Naprawdę nie wierzyłam, że byłaby w stanie to zrobić, no ale w tej sytuacji myślę, że to jedyne wytłumaczenie.-odpowiedziała zmartwiona dziewczyna.
-Jeśli naprawdę Chloe tam pojechała, to jest tylko jedna rzecz, którą możemy zrobić.-zadeklarowałem.
-Jaka??!- wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
-Musimy pojechać za nią i przywieść z powrotem całą i zdrową.-oznajmiłem pewnym siebie tonem.
-Naprawdę chcesz to zrobić??!-powiedział Luke-Niedawno tłumaczyłem wszystko Chloe.. nawet nie masz pojęcia jakie to lekkomyślne i niebezpieczne!!
    To był cały Lucas.Na co dzień zachowywał się całkiem normalnie:  nie bał się robić głupich rzeczy czy żartować z innych, miał całkiem dobre poczucie humoru. Jednak, gdy chodziło o sprawy związane z górą Blackwood Pines, stawał się poważny i można by żec - przestraszony.Martwił się o nas i w sumie to nie dziwiłem się mu.. był synem dwójki osób, która przeżyła tam istny koszmar. Byłem pewien, że wiedział o tym co dzieje się na tej górze, więcej niż wszyscy inni. Nigdy jednakże nie chciał o tym w jakikolwiek sposób rozmawiać
-Zdaje sobię z tego sprawę, ale skoro nasza przyjaciółka postanowiła narażać swoje życie, my musimy ją ratować.Kto jest ze mną??
-Zgaduję, że pojechałbyś tam nawet bez nas..?-stwierdziła Mandy.
-Oczywiście-odparłem bez zastanowienia.
-W takim razie nie mamy zamiaru puszczać cię nigdzie samego.Jedziemy.-dodała Jess.
-Za godzinę u ciebie ??
-Nie ma sprawy.A teraz wszyscy szybko biegnijcie do domu, zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Tylko nikomu nie mówcie o naszych zamiarach, błagam was!!-uprzedziła nas Jessica.
     Po godzinie zebraliśmy się wszyscy w domu Jess. Każdy miał przy sobie jakiś podręczny plecak lub torbę, a w nim trochę prowiantu, telefon, pieniądze i coś cieplejszego do ubrania.Wszyscy po drodze zdążyli kupić jeszcze bilet na pociąg do Seaville, gdzie jak ustaliliśmy najprawdopodobniej udała się przed tygodniem Chloe. Pociąg ten odjeżdżał za pół godziny, więc postanowiliśmy się pośpieszyć.Gdy wszyscy staliśmy już przy wyjściu mój telefon zawibrował.Wyjąłem go z kieszeni  mojej kurtki. Na wyświetlaczu pojawiła się informacja: Masz jedną nieodebraną wiadomość od numeru zastrzeżonego.Świetnie - pomyślałem- Akurat w tej chwili jakieś dzieciaki muszą robić sobie ze mnie żarty. Jednak postanowiłem odblokować telefon, i aby nieco rozluźnić atmosfere przeczytać, jak myślałem jakiś śmieszny tekst dzieciaka robiącego sobie ze mnie beke.
-Czekajcie ludzie- oznajmiłem-Przeczytam wam coś bardzoo ,,śmiesznego".
Włączyłem wiadomość i nie czytając wcześniej jej treści z uśmiechem na twarzy zacząłem recytować:
Nieznajomy: Witaj drogi Jamesie. Chciałem cię poinformować, że mam twoją ukochaną Chloe.Wydaje mi się iż nadszedł czas, aby zagrać w grę - niestety przyjemną tylko dla mnie.PS.Ładne mieszkanie Jessico :).
    Automatycznie cały zbladłem, a gdy rozejrzałem się wokół dowiedziałem się, że nie tylko ja.Dokoła zapadła grobowa cisza.

*Chloe*

Utworzyłam delikatnie oczy.Zupełnie nic nie pamiętałam, cholernie bolała mnie głowa, a wszędzie wokół śmierdziało stęchlizną i mięsem.Niezbyt imponujące pierwsze wrażenie.Wzdrygnęłam się.Miałam związane ręcę i nogi oraz zaklejone usta, ale jak na pierwszy rzut oka mogłam stwierdzić - znajdowaliśmy się w jakiejś górskiej chatce, na kompletnym odludziu.Właśnie..znajdowaLIŚMY się.Przede mną wpatrując się w wielki panel z kamerami i chyba z 1000 różnych przycisków stał jakiś facet, około 185cm wzrostu, dużej postury, dobrze umięśniony.Kiedy tak go obserwowałam próbując przypomnieć sobie czy znałam kiedyś kogoś podobnego (co teraz było mało możliwe, bo nie mogłam sobie przypomnieć nawet jak się nazywam) nagle odwrócił się w moją stronę..Dosłownie zamurowało mnie.Miał na twarzy przerażającą maskę clowna, a ubranie miał całe ubazgranę w krwi.No to super-pomyślałam- od zawsze wiedziałam, że mam talent do pakowania się w kłopoty...ale żeby aż taki??
-Cześć skarbie, bardzo się cieszę, że raczyłaś wreszcie się obudzić.Moja mała, słodka śpiąca królewna.-powiedział mój prześladowca głosem..no właśnie..okropnym i obrzydliwym robotycznym głosem, wydobywającym się z małego urządzenia, które trzymał w brudnej dłoni.


Dziękuje wszystkim za przeczytanie tego rozdziału do końca (taka ciekawostka: ma on 623 słowa xd) Spodobało się - zostaw komentarz, to naprawdę motywuje do pracy <3

piątek, 12 lutego 2016

Prolog + Rozdział #1 Prawda boli, więc zawsze można jeszcze kłamać.

Prolog 


*20 lat wcześniej*

- (zacinający się głos reporterki) T-tu te-le-wi-zzja Northe. Nna-da-jje-my z Bla-cc-k-wod Pines, miee-jsa zze-szło-rrocznego za-ginięcc-ia dww-óchhh sióstrr - Hannah i Beth. Dz-dziś od-nnaleziono tu piątkę przyjaciół - Ashley, Christophera, Matta, Mike'a oraz Samanthe ,którzy ww Dd-ni-uu zz-agg-inięcia dziewczyn byli rr-azem na górze pań-sstwa Washingtonów.Zzos-tali oni bezpiecznie przetransportowani nna komen-dde poll-icji w celu przepr-owwadzenia przesłuchan-nia. Wciąż jednak trwają posz-ukkiwania możliwych ocalałych oraz ślad-oww zagrr-ożenia pan-uującego na górze. Będziemy inff-ormować państwa na bież-...AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!-..-BIP-BIP-BIP.…

|Proszę wszystkich słuchaczy o zachowanie spokoju -  już podjeliśmy próbę kontaktu z naszą ekipą reporterską, narazie nie mamy pojęcia co się dzieje...Będziemy starać się przekazywać informację jak najszybciej to możliwe. W tej chwili zapraszamy jednakże na blok reklamowy|





Rozdział #1 ,,Prawda boli, więc zawsze można jeszcze kłamać.''


*Chloe*

- Musisz w końcu wyznać mi prawdę.. Jestem prawie dorosła tato!-Krzyknęłam w końcu.
-Jaką prawdę?? Chloe o co ci chodzi dziecko??-Powiedział na niby zdziwionym tonem ojciec.
-Nie udawaj,  że nie wiesz... chodzi o mamę.Co się z nią tak naprawdę stało??
-No dobra.. to chyba czas aby wszystko ci  opowiedzieć...- odpowiedział tata z wyraźną trudnością w głosie .
-NAJWYŻSZY…
-Dobrze wiesz, że to dla  mnie trudne, więc proszę postaraj się mi nie przerywać.-Uprzedził mnie ojcicec.
-No zgoda..-Odparłam po chwili namysłu.
-Widzisz kochanie.. twoja mama jak sama wiesz była reporterem w okolicznej telewizji. Dokładnie 20 lat temu, gdy byłaś bardzo mała pojechała na góre Blackwood Pines z ekipą telewizyjną, z powodu znalezienia tam piątki młodych osób - przerażonych, w nie najlepszym stanie. Gdy opowiadała o wszystkim co się dzieje przed kamerą to nagle.. nagle.. po prostu słychać było tylko krzyk i..sygnał całkowicie się urwał .Do dziś tak naprawdę nie wiadomo co się stało.Później wysyłano tam mnóstwo ekip ratunkowych, straży pożarnej, a nawet agentów specjalnych.Nikt nie wrócił. Ja.. ja chciałem tylko przeprosić, że mówię ci o tym dopiero teraz, ale.. ale bałem się..
      Wtedy całkowicie się rozkleiłam .. zdecydowałam więc, że pojadę do Blackwood Pines.Muszę się dowiedzieć co stało się z moją mamą, dlaczego nikt od dawna stamtąd nie wrócił, muszę po prostu wiedzieć co się tam naprawdę dzieje. Na pewno nie zamierzam mówić o tym mojemu ojcu,bo nigdy w życiu mnie tam nie puści.Ale ktoś przecież musi wiedzieć! Postanowiłam przekazać to tylko moim najbliższym przyjaciołom:  Jessice,Amandzie, Liam'owi,Lucas'owi i James'owi.Wzięłam kurtkę, zabrałaam ze stolika telefon oraz plecak i jak najszybciej mogłam wybiegłam w stronę domu Jess, z którą miałam najlepszy kontakt.Zanim wyciągnęłam telefon, żeby zadzwonić do wszystkich i powiedzieć im o tym, że chcę się z nimi spotkać zdołołam jeszcze usłyszeć krzyk mojego taty:
-Chloe! Chloe gdzie ty idziesz, wracaj natychmiast!! Chloe przepraszam!!!!!!!
-To nie twoja wina!-Odkrzyknęłam cała we łzach..nie chciałam go opuszczać nic nie mówiąc, bo wiedziałam jak bardzo się o mnie martwił. Ale musiałam tam jechać -dla świata, - dla mojej mamy.
Zadzwoniłam do Jess i umówiłam się z nią na spotkanie u niej.. jej rodzice wyjechali na miesiąc do Francji, więc miała wolną chatę.Gdy skontaktowałam się już z pozostałą czwórką zwolniłam trochę tempo. Dom mojej przyjaciółki znajdował się jakiś kilometr  z miejsca mojego tymczasowego pobytu, więc byłam tam po jakiś 10 minutach.Okazało się, że wszyscy już z zniecierpliwieniem na mnie czekali.
-Hej Chloe-przywitała się Jessica-O co chodzi?? Czemu nas tu wszystkich zebrałaś?I co najważniejsze dlaczego płaczesz??
-Cześć wam-odparłam próbując udawać uśmiech-Musze wam powiedzieć o czymś bardzo ważnym..Tylko proszę wysłuchajcie mnie do końca i spróbujcie jakoś zrozumieć.
-Oczywiście kochana, przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi prawie od zawsze..
-No więc...Wyjeżdża-
-GDZIE?!?KIEDY?!?CZEMU?!?PO CO?!-Zasypał mnie pytaniami James.
-Jamie, nie zdążyłam powiedzieć nawet słowa, a ty już mi przerwałeś.. Przecież przyszłam tu żeby wam wszystko dokładnie wytłumaczyć.
    Wiedziałam od dawna, że chłopak jest we mnie zakochany..W sumie to on też nie był mi obojętny, ale nigdy tego nie pokazywałam.Byłam pewna, że przez to nasza przyjaźń, którą przez tyle lat budowaliśmy w szóstkę natychmiast by się rozpadła.
-Mów dalej, proszę, nie trzymaj nas tyle w niepewności-oznajmiła Amanda.
-No dobra..Dowiedziałam się dziś co tak naprawdę stało się z moją matką, to znaczy nie do końca dokładnie, ale to zawsze lepsze niż nic.Nie umarła na jakąś ciężką chorobę tak, jak gdy byłam dzieckiem mówił mi ojciec.- Co ciekawe już te dwa zdania sprawiły, że wszyscy siedzieli z wyłupiastymi oczami i dziwaczną zdziwioną miną, słuchając moich słów jakbym czytała ich wyrok śmierci -W rzeczywistości pojechała zrobić reportaż na słynnej górze Blackwood Pines i prawdopodobnie umarła, z niewiadomych i niewyjaśnionych przyczyn.Wysyłano tam wiele ratowników górskich,aby zbadali tę sprawę, ale żadni już nie wrócili.
-Wow- Liam zdobył się na wypowiedzenie jednego słowa.
-Kontynuując postanowiłam wybrać się na tą przeklętą górę, a wy jesteście jedynymi osobami, które będą o tym wiedzieć.
-Chloe nie możesz! Nie wrócisz stamtąd!! Dobrze wiesz, że gdy stały się te wszystkie okropieństwa moi rodzice Christopher i Ashley byli na górze państwa Washingtonów. Wszystko to widzieli i przeżyli koszmar. Kilku ich przyjaciół tam  umarło, rozumiesz?! A ci, którzy przeżyli całkiem oszaleli...
-Mam swoje ważne powody żeby tam jechać Lucas, i nikt, ani nic mnie przed tym nie powstrzyma..- odparłam zdecydowanym głosem.
-Z jakich niby powodów masz zamiar poświęcać swoje życie?! - wykrzyczał bardzo bliski płaczu Luke.
-Właśnie!-dodała prawie chórem reszta przyjaciół.
-Jeśli tak bardzo chcecie to wiedzieć to wymienię wam w punktach.Po pierwsze; jak dobrze wiecie w okolicach góry dzieją się ostatnio dziwne rzeczy - ludzie mówią, że widzą chude potwory kręcące się w okolicy, że słyszą jakieś ryki i krzyk, że coś brutalnie morduje i zjada ich zwierzęta, a ja muszę się dowiedzieć o co w tym chodzi.Po drugie; Chcę wiedzieć co się stało z moją mamą i ze wszystkimi osobami, które stamtąd nie wróciły.Oraz po trzecie; mam zamiar rozwikłać tajemnicę tej góry i oznajmić ją całemu światu, któremu w tej chwili zagraża z jej strony niebezpieczeństwo. --Wyrecytowałam pewna mojej decyzji.
-Chloe przecież tym wszystkim zajmie się policja!!!-powiadomił mnie Liam.
-Jakoś od tylu lat jeszcze nie zaczęła- odpowiedziałam z ironią.
-Nie jedziesz i koniec kropka.-zgodziła się cała grupa.
*-jeszcze zobaczymy.*-pomyślałam.
-Muszę to wszystko przemyśleć.Zresztą ja już chyba pójdę.Ale Jess, czy mogłabyś pożyczyć mi jakąś cieplejsza bluzę?? Wydaje mi się, że na dworze jest teraz dosyć zimno...
-Jest jakieś 10 stopni, ale jak chcesz. Nie rób tylko nic głupiego, proszę Chloe..
-Dobrze Jessica.Cześć wszystkim!- rzuciłam wychodząc.
   Tak naprawdę nie miałam zamiaru o niczym myśleć.Gdy tylko oddaliłam się od domu Jess udałam się do małego spożywczaka, gdzie ponieważ w plecaku miałam dosyć dużo kasy, kupiłam zapas wody i jedzenia.W pobliskim kiosku zakupiłam natomiast bilet na pociąg do Seaville - miasteczka położonego nieopodal Blackwood Pines. Na dworzec dotarłam w około pół godziny.Miałam to szczęście,  że mój pociąg przyjechał dosłownie chwilę po tym jak przyszłam.
   Podróż minęła dosyć szybko jednak byłam cholernie zmęczona. Byliśmy na miejscu około 19, ale ponieważ była zima już robiło się dosyć ciemno.Jednak mi to nie przeszkadzało. Gdy mój środek transportu udał się w droge powrotną, a wszyscy ludzie odeszli w swoją stronę zrobiło się aż przerażająco cicho.Postanowiłam od razu ruszyć w drogę, szłam powoli i spokojnie w stronę majestatycznej góry, gdy nagle ktoś złapał mnie za kark i uderzył mocno w tył głowy.
   Dalej była tylko ciemność.. wszędzie ciemność.

No więc to na tyle dzisiaj.. Mam nadzieje, że moja ,,twórczość'' wam się spodobała :) Narazie może być trochę nudno bo akcja dopiero się rozkręca, ale w następnych rozdziałach to się na pewno zmieni.Chciałabym jeszcze pozdrowić całą konfe na fb ,,BAMBINOS 😍<3💪FOREVER'' a w szczególności Weronikę - dziękuje ci kochana za pomoc, wsparcie, za to, że przekonałaś mnie do tego, aby założyć bloga oraz za to, że kochasz Until Dawn tak samo mocno jak ja :3