wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział #2 Pozory mylą

Rozdział #2 ,,Pozory mylą"


*James*

-Nie odbiera telefonów, jej ojciec mówi, że wyszła z domu dokładnie tydzień temu i nie ma pojęcia gdzie jest. Nie uwarzacie, że coś jest z nią nie tak??-odparła Jessica.
-Chyba nie myślisz, że jednak wyjechała??-zapytałem.
-Naprawdę nie wierzyłam, że byłaby w stanie to zrobić, no ale w tej sytuacji myślę, że to jedyne wytłumaczenie.-odpowiedziała zmartwiona dziewczyna.
-Jeśli naprawdę Chloe tam pojechała, to jest tylko jedna rzecz, którą możemy zrobić.-zadeklarowałem.
-Jaka??!- wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
-Musimy pojechać za nią i przywieść z powrotem całą i zdrową.-oznajmiłem pewnym siebie tonem.
-Naprawdę chcesz to zrobić??!-powiedział Luke-Niedawno tłumaczyłem wszystko Chloe.. nawet nie masz pojęcia jakie to lekkomyślne i niebezpieczne!!
    To był cały Lucas.Na co dzień zachowywał się całkiem normalnie:  nie bał się robić głupich rzeczy czy żartować z innych, miał całkiem dobre poczucie humoru. Jednak, gdy chodziło o sprawy związane z górą Blackwood Pines, stawał się poważny i można by żec - przestraszony.Martwił się o nas i w sumie to nie dziwiłem się mu.. był synem dwójki osób, która przeżyła tam istny koszmar. Byłem pewien, że wiedział o tym co dzieje się na tej górze, więcej niż wszyscy inni. Nigdy jednakże nie chciał o tym w jakikolwiek sposób rozmawiać
-Zdaje sobię z tego sprawę, ale skoro nasza przyjaciółka postanowiła narażać swoje życie, my musimy ją ratować.Kto jest ze mną??
-Zgaduję, że pojechałbyś tam nawet bez nas..?-stwierdziła Mandy.
-Oczywiście-odparłem bez zastanowienia.
-W takim razie nie mamy zamiaru puszczać cię nigdzie samego.Jedziemy.-dodała Jess.
-Za godzinę u ciebie ??
-Nie ma sprawy.A teraz wszyscy szybko biegnijcie do domu, zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Tylko nikomu nie mówcie o naszych zamiarach, błagam was!!-uprzedziła nas Jessica.
     Po godzinie zebraliśmy się wszyscy w domu Jess. Każdy miał przy sobie jakiś podręczny plecak lub torbę, a w nim trochę prowiantu, telefon, pieniądze i coś cieplejszego do ubrania.Wszyscy po drodze zdążyli kupić jeszcze bilet na pociąg do Seaville, gdzie jak ustaliliśmy najprawdopodobniej udała się przed tygodniem Chloe. Pociąg ten odjeżdżał za pół godziny, więc postanowiliśmy się pośpieszyć.Gdy wszyscy staliśmy już przy wyjściu mój telefon zawibrował.Wyjąłem go z kieszeni  mojej kurtki. Na wyświetlaczu pojawiła się informacja: Masz jedną nieodebraną wiadomość od numeru zastrzeżonego.Świetnie - pomyślałem- Akurat w tej chwili jakieś dzieciaki muszą robić sobie ze mnie żarty. Jednak postanowiłem odblokować telefon, i aby nieco rozluźnić atmosfere przeczytać, jak myślałem jakiś śmieszny tekst dzieciaka robiącego sobie ze mnie beke.
-Czekajcie ludzie- oznajmiłem-Przeczytam wam coś bardzoo ,,śmiesznego".
Włączyłem wiadomość i nie czytając wcześniej jej treści z uśmiechem na twarzy zacząłem recytować:
Nieznajomy: Witaj drogi Jamesie. Chciałem cię poinformować, że mam twoją ukochaną Chloe.Wydaje mi się iż nadszedł czas, aby zagrać w grę - niestety przyjemną tylko dla mnie.PS.Ładne mieszkanie Jessico :).
    Automatycznie cały zbladłem, a gdy rozejrzałem się wokół dowiedziałem się, że nie tylko ja.Dokoła zapadła grobowa cisza.

*Chloe*

Utworzyłam delikatnie oczy.Zupełnie nic nie pamiętałam, cholernie bolała mnie głowa, a wszędzie wokół śmierdziało stęchlizną i mięsem.Niezbyt imponujące pierwsze wrażenie.Wzdrygnęłam się.Miałam związane ręcę i nogi oraz zaklejone usta, ale jak na pierwszy rzut oka mogłam stwierdzić - znajdowaliśmy się w jakiejś górskiej chatce, na kompletnym odludziu.Właśnie..znajdowaLIŚMY się.Przede mną wpatrując się w wielki panel z kamerami i chyba z 1000 różnych przycisków stał jakiś facet, około 185cm wzrostu, dużej postury, dobrze umięśniony.Kiedy tak go obserwowałam próbując przypomnieć sobie czy znałam kiedyś kogoś podobnego (co teraz było mało możliwe, bo nie mogłam sobie przypomnieć nawet jak się nazywam) nagle odwrócił się w moją stronę..Dosłownie zamurowało mnie.Miał na twarzy przerażającą maskę clowna, a ubranie miał całe ubazgranę w krwi.No to super-pomyślałam- od zawsze wiedziałam, że mam talent do pakowania się w kłopoty...ale żeby aż taki??
-Cześć skarbie, bardzo się cieszę, że raczyłaś wreszcie się obudzić.Moja mała, słodka śpiąca królewna.-powiedział mój prześladowca głosem..no właśnie..okropnym i obrzydliwym robotycznym głosem, wydobywającym się z małego urządzenia, które trzymał w brudnej dłoni.


Dziękuje wszystkim za przeczytanie tego rozdziału do końca (taka ciekawostka: ma on 623 słowa xd) Spodobało się - zostaw komentarz, to naprawdę motywuje do pracy <3

2 komentarze:

  1. Świetny rozdział kochana, czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo, że wciąż to czytasz XD <333

      Usuń